niedziela, 19 lutego 2012

Spotkanie z Beatą Andrzejewską...


4 września 2010 roku, zamieściłem pierwszy wpis o piosenkarce Beacie Andrzejewskiej, od tego czasu dostałem mnóstwo pytań maili o dalsze losy niezapomnianej kompozytorki, piosenkarki autorki tekstów.
W dobie Internetu możliwe stało się, spotkanie Pani Beaty, śmiem nawet powiedzieć, że troszkę zaprzyjaźniliśmy się.
W trakcie naszych długich rozmów Beata opowiedziała mi o swojej drodze artystycznej. Dziś jest szczęśliwą matką dwójki dorosłych już dzieci, pełną uśmiechu kobietą - spełnioną zawodowo jak i życiowo. Na stałe mieszka w USA, od czasu do czasu odwiedza Polskę.
Dużą ciekawostką jest jedyna płyta Beaty Andrzejewskiej wydana w 1991 roku, stanowi ona niepełny zapis dorobku tej znakomitej piosenkarki, nagrania są utrzymanie w klimacie pop – rockowym, słucha się ich jednym tchem.


Zapraszam do lektury wspomnień Beaty Andrzejewskiej…


Mając 6 lat zaczęłam naukę gry na fortepianie ( klasyka ), a mając 11 zaczęłam " bawić " się w komponowanie - po tym jak mój starszy brat pokazał mi parę rock - and- rollowych akordów i to dało mi motywacje do " wymyślania " piosenek. Wraz z koleżankami śpiewałam w przez nas założonym trio , na rożnych imprezach w lokalnym Domu Kultury.
W domu był fortepian, Tata i Mama oboje grali ( mama jako hobby , tata profesjonalnie).


Moim pierwszym , "prawdziwym " debiutem był występ na Festiwalu Piosenki Harcerskiej w Siedlcach ( 75r. ) Namówił mnie na ten występ wice- dyrektor mojej szkoły , który bardzo udzielał się artystycznie ,prowadził kolko teatralne i zespól.





Zdobyłam Grand Prix festiwalu , poraz pierwszy zaśpiewałam publicznie " Nie mijaj wiosno " i dostałam nagrodę za kompozycje . Tego tez roku oglądałam w TV program " Gong ", w którym występowali amatorzy i pokazywali swoje umiejętności. Bardzo mnie to zainteresowało , bo w jury zasiadały znane nazwiska i ciekawiło mnie , co by powiedzieli na temat moich " zmagań " wokalnych ( do tej pory były występy w Domu Kultury i czasami zaśpiewanie dla kogoś , kto wpadł na kolacje do rodziców - J ) Napisałam wiec list do TV i dostałam zaproszenie do wzięcia udziału w programie . Gdy zjawiłam się na Woronicza , okazało się , ze profil programu został zmieniony na " Spotkanie z prof. Bardinim ".Wtedy nawet nie wiedziałam , kto to jest ! Już po pierwszych komentarzach ( do innych ) podczas eliminacji , chciałam zrezygnować , ale nie miałam odwagi wyjść z sali ! Gdy przyszła pora na mnie , prof. był bardzo życzliwy i - jak nikomu innemu - pozwolił mi dośpiewać do końca ! Nie powiedział nic , tylko potem dowiedziałam się z odczytywania nazwisk , kto będzie brał udział w nagrywaniu programu . Byłam jedyna wtedy osobą , której nie krytykował , wręcz przeciwnie , wiec poszło gładko i...posypały się propozycje - radio , TV , estrada , a ponieważ byłam w 3 kl. Liceum , nie skorzystałam z większości ( zresztą według porady profesora i ówczesnego producenta tego programu ( pana Waltera ) . Szkoła przede wszystkim ! Jeszcze tego samego roku wystąpiłam w telewizyjnym filmie " Czy jest tu panna na wydaniu ", bo produkcja nie zajęła aż tak dużo czasu i nie strąciłabym wiele nauki ( musiałam dostać zgodę od szkoły i nadrabiać jak mnie nie było ).


Będąc jeszcze w III kl. Liceum , gdy dostałam propozycje zagrania głównej roli żeńskiej w tym filmie. Pojechałam na zdjęcia próbne i zostałam wybrana.
Janusz Kondratiuk również poprosił, bym skomponowała 3 piosenki do filmu i napisała 3 teksty . Zrobiłam to , ale na końcu wybrał tylko fragment jedno utworu, który jest nucony przeze mnie na końcu filmu i....nagrałam nawet gitarę.
Większość zdjęć kręcona była w Lodzi i okolicach.
W sumie miałam tylko kilkanaście dni zdjęciowych, ale dużo przygotowań, spotkań itp.
Najsympatyczniej z tej całej przygody wspominam poznanie Romana Klosowskiego i spędzenie czasu z nim na planie, a gdy kręciliśmy w Lodzi , dostałam zaproszenie na sztukę, którą wystawiano w teatrze i którą on reżyserował - wspaniale przeżycie.
Również milo wspominam spotkanie z Janem Himilshbachem, który przyjechał na plan ze swoim ślicznym wilczurem, zaproszono nawet tresera , który - jak się okazało- był treserem psa Szarika i 2 psów, które grały Sabe w " W pustyni i Puszczy ". Samo granie nie było skomplikowane, poznałam ciekawych ludzi , a po powrocie z Lodzi byłam jeszcze w Warszawie ( nagrywanie muzyki - a raczej murmuranda ) i przesiedziałam kilka godzin w studio, gdzie patrzyłam jak " składa " się film do kupy ( edycja ). To było b. ciekawe!



Chciałam studiować kompozycje na Wyższej Szkole Muzycznej w W-wie, ale do tego potrzebny był dyplom szkoły średniej muz. , a ja takiego nie posiadałam ( tylko podstawowy , bo w moim mieście nie było szkoły muzycznej ! ) , próbowałam wiec sil na egzaminie do Szkoły Teatralnej ( bo najbliższą zainteresowaniom ) , ale się nie dostałam . Zdałam wiec na nowy wtedy kierunek : piosenka , do średniej muzycznej w Warszawie.


Związałam się już wtedy ze Studiem Piosenki przy PR i TV w W-wie , gdzie nagrałam parę utworów , jak również wyjeżdżałam ze Studiem na koncerty i Warsztaty Muzyczne.



Moja szkoła nie była zadowolona i wręcz zabroniła mi udzielania się na estradzie ! Tłumaczenie : „żebym się nie zmanierowała” ! Pojechałam na Festiwal Młodzieży w Hawanie i tam poznałam mojego przyszłego męża ( Staszka Kasprzyka).

/Festiwal w Hawanie/


/Festiwal w Hawanie 78, tu z Andrzejem Rybińskim/


/Hawana 78, zespół Old Metropolitan Band, Andrzej Rybiński oraz przyszły mąz B. Andrzejewskiej/


/Hawana 78, Waldemar Parzyński i Beata Andrzejewska powrót do Polski/





Po Festiwalu zrezygnowałam ze szkoły, zdałam egzamin na tzw. kategorie ( by moc występować i zarabiać ).
Ponieważ nie doczekałam się obiecanej płyty , a Staszek już od kilku lat grał z największymi nazwiskami w Polsce i...byliśmy małżeństwem , zależało nam na pracy razem, wiec gdy dostaliśmy propozycje pracy dla Ireny Jarockiej , przyjęliśmy ją chętnie . Staszek był jej perkusista , a ja miałam 15 min. blok gościnny w jej recitalu i śpiewałam w chórkach. Dla Ireny napisałam polski tekst do piosenki Barbaray Streisand „Women in love” – „Gdy serce mówi mi tak”.




/Teatr Buffo 1979 r. Próby z Ireną Jarocką/


/Jako gosc podczas recitalu Ireny Jarockiej USA 1980 r./






Jeśli chodzi o wspomnienia festiwalowe , to oczywiście najsympatyczniej wspominam Opole '77 , bo to był mój debiut na tym znanym festiwalu. Nie dostałam wtedy żadnej nagrody od jury, bo śpiewałam Wiosnę i ktoś podobno stwierdził, ze ja już miałam swój debiut u Bardiniego, zna mnie cala Polska, wiec...( absurd ). Ale dostałam Nagrodę Publiczności , którą ceniłam sobie najbardziej!



Potem wystąpiłam w 1978r. , w koncercie Gwiazd i w 1979 r. również w koncercie Gwiazd . Ten Festiwal wołałabym zapomnieć , bo utwór, który prezentowałam wypadł fatalnie : kompletne niezorganizowanie, brak czasu na próbę i fatalne nagłośnienie podczas występu - mało nie zeszłam ze sceny...
Po zakończeniu kontraktu u Ireny, szukaliśmy pracy razem , ale było coraz trudniej , a sytuacja w branży nie za ciekawa , wiec gdy dostaliśmy propozycje wyjazdu na kontrakt za granice - skorzystaliśmy i spędziliśmy 3 miesiące w Jugosławii.


Kilka miesięcy po powrocie zastał nas w Polsce stan wojenny , estrady się pozamykały, nie było pracy , a ponieważ mięliśmy kontrakt do Austrii - wyjechaliśmy ponownie i postanowiliśmy spróbować wyjechać do USA , gdzie mięliśmy sponsora w postaci wujka męża.
W międzyczasie kupiliśmy w Polsce dom , nie byliśmy pewni , czy jak wrócimy, to uda nam się znaleźć stałą prace i mieć się za co utrzymać , sytuacja ekonomiczna w kraju była tragiczna ( kartki , puste półki sklepowe , załatwianie jedzenia itp. po znajomości , ograniczenia na każdym kroku ) i nie byliśmy pewni , czy wyjedziemy jeszcze raz razem , wiec skorzystaliśmy z zaproszenia i w 1982 r. nie wróciliśmy z Austrii i po 3.5 miesiąca znaleźliśmy się w Seattle.
Stamtąd , już po 2 tygodniach przyjechaliśmy do N.Jorku, bo namówił nas przyjaciel mojego brata, który pomógł Staszkowi w znalezieniu pracy i wiedział , ze gramy, a w tym czasie w NY było dużo polskich klubów i dużo pracy.
Okazało się, ze w tym samym czasie został w Stanach zespól Jerzego Polomskiego ( z którym Staszek pracował jeszcze w Polsce) , wiec wspólnie założyliśmy nowy zespól i zaczęliśmy grania w klubach polonijnych. Oprócz tego miałam sporo występów solowych , bo jak się okazało , dużo Polaków pamiętało mnie z Polski i chętnie przychodzili na polskie imprezy . Najczęściej występowałam dla Polonii w klubach polskich , oraz w Ambasadzie Polskiej w NY .






Swoim wysiłkiem i kosztem nagrałam jedyną swoja płytę - głownie , by mięć pamiątkę. Nie pracowałam zawodowo , moim całym życiem były dzieci, które wychowałam sam , a w weekendy pracowałam w b. znanym wówczas klubie " Scorpio's " . Przez 25 lat graliśmy w klubach , domach polonijnych , imprezach charytatywnych . Graliśmy też na weselach i imprezach prywatnych , bo oprócz tego , ze to było naszym zawodem " przywiezionym " tutaj , to była to również praca i utrzymanie.


/Cricket Club New York, Urszula, Grzegorz Skawiński i Beata Andrzejewska/


/Z Halina Frąckowiak 1987 r./


/Z Urszulą Dudziak/


/Wały Jagielońskie/



/Ze Zbigniewem Wodeckim/


/Z Waldemarem Koconiem/


/Z Czesławem Niemen podczas tańca/


/1982 r. USA/

Nawet nie próbowaliśmy grac w zespołach i klubach amerykańskich, bo od początku twierdziłam, ze to byłoby " przywożenie drzewa do lasu ", wystarczały nam koncerty i imprezy polonijne .
Po 25 latach jednak postanowiliśmy przestać , bo byliśmy po prostu zmęczeni !No i jak się okazało , dużo imprez było organizowanych dla tzw. starej polonii , która kocha się w polkach i starych polskich utworach . Ciężko było " przemycić " cos z nowości , a to stało się również męczące , bo ileż można śpiewać te same stare piosenki ?
Obecnie nie zajmuje się muzyką. Nucę tylko za kierownica, jadąc do pracy w szkole!












Dyskografia:

CD Beata Andrzejewska „Nie mijaj wiosno” BA29CD 1991 rok.



1. Nie mijaj wiosno
2. Co ja z tego mam
3. Skrawek błękitu
4. Chętnie oddam komuś swe marzenia
5. Wynajmę serce
6. Ocean łez
7. Wspomnienia
8. Ostatni raz
9. Chcę wyjechać za miasto
10. Obiecanki Cacanki