środa, 7 listopada 2012

Irena Jarocka


Do wpisu na temat twórczości Ireny Jarockiej przygotowałem się kilka lat, zbierałem materiały, wywiady zdjęcia. Nie zdążyłem…

Właściwie nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego tak się stało. Do dnia Jej śmierci wydawało mi się, że będzie zawsze z nami, w najciemniejszych myślach nie przypuszczałem, że wtedy w sobotę otrzymam tak przykrą wiadomość. Pamiętam ten dzień, i pewnie jeszcze na długo zapamiętam…

Zupełnie tego nie pojmuję, Jej śmierć dotknęła mnie bardzo, zupełnie tak jak gdyby odeszła moja bardzo bliska osoba.
Zapewne wielu uzna, moje słowa za nazbyt wylewne, może ktoś pomyśli, że przesadzam. Sam się temu dziwię.
Na szczęście, pozostał Jej głos utrwalony na płytach, materiałach telewizyjnych czy radiowych.

Dzisiejszy post będzie inny od poprzednich, gdyż są to tylko moje wspomnienia na temat piosenkarki która swoimi piosenkami dała wiele radości mnie i innym fanom.

Odkąd pamiętam muzyka, była największą częścią mojego życia. Z czasem stała się pasją.
Nigdy jednak nie interesowały mnie teraźniejsze propozycje radiowe, zawsze sięgałem po muzykę która powstała co najmniej pięć, dziesięć lub więcej lat temu. Wśród artystów którzy stanowili moje największe zainteresowanie była właśnie Irena Jarocka. Pamiętam trochę przez mgłę Opole "93, gdzie wystąpiła Pani Irena z wiązanką swoich najbardziej znanych przebojów. Jak zwykle nienaganny strój sceniczny, ten sam uśmiech, ta sama serdeczność, muzykalność i luz na scenie. Po latach znajomy podarował mi ten występ na płycie DVD nagrany z TV.
 
 

Ale znajomość z muzyką Ireny zaczęła się długo wcześniej, jeszcze w dzieciństwie moją uwagę zwróciła piosenka Beatelmania story, niezwykle melodyjna, wpadająca w ucho z muzyką Jarosława Kukulskiego i tekstem Janusza Kondratowicza. Lubiłem  gdy Irena śpiewała tą piosenkę na żywo na koncertach, zawsze inaczej, zawsze tak samo porywająco.

To właśnie dzięki Irenie Jarockiej zainteresowały mnie kompozycje Wojciecha Trzcińskiego, Leszka Bogdanowicza, Jarosława Kukulskiego i Tadeusza Janika – który w 1981 roku napisał wiele kompozycji dla Ireny i zajął się płytą wokalistki od strony muzycznej - aranżacje oraz akompaniament. Jakiś czas temu dzięki nieograniczonym możliwością internetu miałem okazje kilkakrotnie rozmawiać z nim, przez co mogłem poznać kulisy współpracy Tadeusza Janika z Ireną Jarocką. Przyznam, że to fantastyczny człowiek, żyjący muzyką w dalszym ciągu tworzący kompozycje w świetnym stylu.

Słuchając płyt i nagrań Ireny, sięgałem do coraz to „nowszych” a nieznanych mi wcześniej kompozycji wymienionych wyżej kompozytorów. Tak poznawałem innych artystów, piosenkarzy – kupując płyty, zbierając nagrania.
 
/Moja kolekcja/
/Najpiękniejsza okładka jaką kiedykolwiek widziałem/

Czytając szereg wywiadów z Ireną, natknąłem się na Jej wspomnienia z okresu współpracy z młodziutką wówczas debiutującą piosenkarką Beatą Andrzejewską – która na zawsze zostanie zapamiętana przez publiczność opolską  dzięki własnej kompozycji „Nie mijaj mnie wiosno”. Był to rok 1977.
I tak jak uprzednio, Internet nie zna granic, miałem możliwość i w dalszym ciągu mam  - długich rozmów nie tylko na tematy muzyczne właśnie z Beatką Andzrejewską, która dziś na stałe mieszka w Stanach Zjednoczonych. Dzięki niej, mogłem na blogu zamieścić zdjęcia Ireny z Jej podróży do USA.

Mimo iż studyjnych płyt wydała niewiele, ciągle w serwisie YT pojawiają się nowe – stare nagrania, trochę zapomniane a odkurzone przez wiernych fanów.

Pamiętam rok 2001, i wieczorny koncert Ireny Jarockiej odbywający się w Teatrze Polskim w Bielsku – Białej, właściwie do ostatniej chwili nie wiedziałem, czy pojadę czy dotrę na niego, ze względu na chorobę mojego taty. Jednak udało się, byłem, widziałem, bawiłem się świetnie, i na zawsze pozostanie w pamięci uśmiech Ireny i wielka serdeczność dla publiczności. Nawet gdzieś głęboko w szufladzie mam bilet z tego koncertu.

I na koniec przywołując słowa piosenki Ireny Jarockiej „Zielona Lipka” – „Windo niebieska czy już pora byś mnie zabrała w górę hen…” Stwierdzam, ze o wiele za wcześnie. Ogrania mnie żal,  smutek, i bezradność, ale cieszy mnie że pozostały nagrania, które cieszą mimo upływu lat, pozostały nowe płyty ( bo wydane tak niedawno) do których wracam z wielką ciekawością tak jak w dniu zakupu.

Wierzę w to, ze znajdą się osoby które wyszperają z archiwów radiowych, niekiedy zapomniane nagrania Ireny i nie wydane na płytach takie jak: „Listy z daleka”, „Zagraj mi smutna piosenkę”, „O czym się nie dowiem”, „Zielona Lipka”, „Ciężki dzień”, "Sezon luzu" i wiele innych. I że ukażą się na płycie CD stanowiąc podsumowanie dorobku artystycznego.

Irenę Jarocką na zawsze zapamiętam jako osobę szczęśliwą, świetną piosenkarkę, piękną wrażliwą i uśmiechnięta kobietę. A Jej twórczość obok dokonań Zdzisławy Sośnickiej na zawsze pozostanie mi najbliższa. Mimo, że od Jej śmierci upłynęło już kilka miesięcy, w dalszym ciągu nie wierzę w to i nie mogę się z tym pogodzić. A mój wielki sen dalej trwa…słuchając nagrań, piosenek, płyt.
Oddany fan…

4 komentarze:

Nikt pisze...

DSC02597.JPG
http://www5.zippyshare.com/v/37716109/file.html

DSC02596.JPG
http://www5.zippyshare.com/v/67196271/file.html

Zbyszek F. pisze...

Bardzo to emocjonalne, piękne opisanie tego Anioła Polskiej Piosenki. Ja najbardziej lubię Jej płytę z Piotrem Figlem - 'Być narzeczoną twą', gdzie wypłynęła na szersze wody muzyczne. Szkoda, że nie kontynuowali współpracy. Wydaje mi się, że trochę tej muzycznej opieki brakowało na pozostałych albumach, ale z każdego pochodziły przecież piękne piosenki i słynne przeboje. Na zawsze będę pamiętać tej Jej spokój, uśmiech i niewymuszoną elegancję. O samej urodzie powiedziano zaś już wszystko.

Andrzej Niedziółka pisze...

W latach siedemdziesiątych przy piosenkach takich wykonawców dorastałem. W moim rodzinnym mieście Oławie, pani Jarocka gościła kilka razy, ale już pod koniec...
Pozdrawiam
http://olawski.blogspot.com/

Andrzej Nowak pisze...

Przepraszam, że tutaj, ale nie znalazłem kontkatu. Zapraszam do uzupełniania katalogów: http://muzyczne-wykopalisko.blogspot.com/