sobota, 4 września 2010

Beata Andrzejewska








1979 rok…

Urodziła się 8 stycznia 1958 roku w Bydgoszczy. Już w wieku 5 lat rozpoczęła naukę gry na fortepianie. Śpiewem zainteresowała się na dobre, kiedy wystąpiła po raz pierwszy publicznie z zespołem „Marionetki”. W 1975 wzięła udział w Ogólnopolskim Konkursie Piosenki Harcerskiej i Młodzieżowej Siedlce 75, na którym zdobyła Grand Prix i nagrodę „Świta młodych” jako indywidualność festiwalu. Od tej pory rozpoczyna się jej właściwa kariera piosenkarska.
W 1976 roku wystąpiła w programie prof. Bardiniego z piosenką „ Nie mijaj mnie wiosno”. Utwór ten zdobył olbrzymią popularność. W tym samym roku Pani Beata zaklasyfikowała się do Młodzieżowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Toruniu, jednak matura nie pozwoliła jej wziąć udziału w koncercie galowym. Zostaje jednak zauważona i to nie tylko jako wokalistka. Reżyser Janusz Kondratiuk powierzył jej główną rolę w filmie „Panna na wydaniu”. W między czasie uczestniczyła w sesjach nagraniowych w Polskim Radiu.
W roku 1977 wystąpiła w Opolu zdobywając nagrodę publiczności, poczym wyjeżdża na Kubę na Światowy Festiwal Młodzieży – Hawana 78.

…Potem była długa przerwa, aż wreszcie podczas ubiegłorocznego Festiwalu w Opolu spotkałam Jerzego Bogdanowicza, menadżera Ireny Jarockiej.
Zaproponował mi wspólne koncerty z piosenkarką. Bardzo chętnie się zgodziłam od tej występuje jako gość jej recitali.
Mam w nich własny 15 minutowy program. Staram się jednak nagrywa swoje piosenki, zawarłam niedawno umowę ze studiem w Opolu, którym kieruje Edward Spyrka i z jego orkiestrą nagrałam dwa nowe utworu. W tej chwili przygotowuję się do występów w warszawskim Buffo, a potem blisko miesięczne tournee po ZSRR.
Niektórzy zarzucają mi, że śpiewając z Ireną jestem jak gdyby drugim człowiekiem na estradzie, że pozostaję w cieniu tej znanej piosenkarki.
Nie zgodzę się z taka opinią.
Przede wszystkim mogę przekonać się , że słuchacze mnie pamiętają.
Moje nazwisko nie pojawia się na plakatach, w związku z tym mój mini recital jest jak gdyby niespodzianką.
I okazuje się, że ludzie bardzo miło przyjmują moje piosenki. Poza tym atmosfera, jaka panuje w zespole, świadczy wyraźnie o równo-partnerstwie, nikt nie traktuje mnie jako dodatku do gwiazdy. Oczywiście, chciałbym występować we własnym programie i ze swoim zespołem.
Wydaje mi się jednak, że nie stać mnie jeszcze na to, to jest zbyt dużo nitek, które należałoby rozplatać. Jedną z nich jest to, żeby jeździć z kimś, być firmowanym niejako przez pośrednika. Takim pośrednikiem w moim przypadku jest Irena. Tym bardziej, że nie poprzestaję na koncertach. Robię swoje rzeczy, komponuję, nagrywam, a pomagają mi w tym wszystkim koledzy z zespołu i mąż, który także jest muzykiem.
Mam i kłopoty, zresztą któż jest od nich wolny. Są trudności z tekstami, dobrzy tekściarze są tak zajęci, że niełatwo jest ich namówić do współpracy ze mną. Poza tym mam wrażenie, że oni wolą pisać dla osób bardziej znanych, że z niektórymi zawarli umowy, które „przypisują„ ich do konkretnej piosenkarki czy piosenkarza. Jest to dla mnie co najmniej dziwne, dobrze jest chyba tworzyć dla jak największej liczby ludzi, w ten sposób nie popada się w rutynę. A może boją się ryzyka.
Dlatego komponuję i piszę sama. Zdaję sobie sprawę, że jest to amatorszczyzna, gdyż nie zdobyłam wszechstronnego wykształcenia muzycznego. Brakuje mi wiedzy z harmonii, kompozycji i dlatego moje piosenki nie są tak dobre jak utwory, których autorami są profesjonaliści. Będę jednak się starała moje muzyczne wykształcenie uzupełnić.
Gdyby miało mi się zdarzyć, ze na jeden dzień zgodziliby się na współpracę ze mną zawodowcy, wybrałabym zespół „Weekend”, to grupa, z którą w tej chwili wspołpracuję. Tekściarz? Byłby to chyba Krzysztof Drzewiecki. A kompozytor? Na pewno przewijałyby się moje utwory i utwory chłopców z zespołu.
Jak dostałam się do opolskiego studia? Przez przypadek.. Wreszcie szczęście się do mnie uśmiechnęło. W ubiegłym roku przez pewien czas występowałam z wrocławską grupą „Kameleon”. Kierownik tego zespołu skomponował utwór, który mi się podobał – był bardzo nastrojowy i romantyczny.
Jednocześnie okazało się, że jest możliwość nagrania tej właśnie piosenki w Opolu, u Edwarda Spyrki. Był to utwór „ Ta nasz miłość” wziął on nawet udział w plebiscycie „Studia Gama, chyba dwa miesiące temu. Od tego czasu mam „własne” studio.
Czy wejście na rynek powinno być celem dla każdego, kto potrafi śpiewać?.
Przede wszystkim trzeba zda sobie sprawę z tego, czego naprawdę się chce. Czy „po trupach” stara się otworzyć drzwi do kariery, czy traktować piosenkę jako przygodę?
To co powiedział mi profesor Bardini jest najcenniejsze w moje karierze „ pamiętaj dziecko, z dystansem, z dystansem„.

3 komentarze:

Stary człowiek i może pisze...

Bardzo interesujące. Coś jeszcze jest dostępne z tego co nagrała?

marcin23-s pisze...

Napewno dostępne jest kilka piosenek, ta "echa Opola" pochodzi z CD "rzeka wspomnień". z Płyt winylowych 2 LP Festiwal Młodych Hawana, na tych dwoch płytach dsotępne sa 3 piosenki, oraz na Lp Premiery 77 Opole.

Annabe pisze...

Pani Beato ! W moich uszach brzmi cały czas tamta melodia ze spotkania z Prof.Bardinim a przecież minęło tak wiele lat.Jak wielka była moc Pani głosu i wykonania ? Pamiętam też, że Profesor był oczarowany Pani wdziękiem i prostotą. O ile dobrze pamiętam powiedział do Pani, żeby się Pani nie zmieniała, żeby pozostała taka jaka jest.Życzę Pani wszystkiego dobrego.Anna