niedziela, 23 sierpnia 2009

Zdzisława Sośnicka



Czym bez Niej była by Polska muzyka rozrywkowa?! Zdzisława Sośnicka, najlepsza polska piosenkarka, nieprzeciętna osobowość, obdarzona niezwykłymi możliwościami wokalnymi, klasa na scenie, absolutnie jedyna i niepowtarzalna. Dziś, okrzyknięta mianem - kultowej ikony pop kultury.
Moja przygoda z jej twórczością trwa nieprzerwanie od 1991 roku.
Nagrała blisko 300 piosenek. Wiele z nich to piosenki, które na stałe wpisały się do grona najchętniej słuchanych piosenek. Śpiewała praktycznie na całym świecie, od krajów byłego bloku wschodniego poprzez Stany Zjednoczone, Afrykę, Australię.
Debiutowała na deskach powstającego festiwalu amatorów, Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze zdobywając drugie miejsce – był to rok 1963, rok później obok min. Haliny Frąckowiak, Wojciecha Gąssowskiego zdobywała laury II Festiwalu Młodego Talentów w Szczecinie.



Rok 1965 to debiut na deskach najważniejszego polskiego muzycznego wydarzenia w Polsce KFPP w Opolu gdzie zdobyła nagrodę w konkursie Nowe Głosy za piosenkę Tadeusza Borowskiego „Odszedłeś”.
Pomimo tak znaczącego startu, młodej bardzo utalentowanej i świetnie zapowiadającej się piosenkarki – Zdzisława Sośnicka nie zaistniała na dobre w polskiej Muzyce, na swój profesjonalny debiut czekała jeszcze kilka lat, by w 1971 roku zaistnieć bez mała na 30 lat na polskiej scenie.
Od debiutu w 1971 r. do połowy roku 1975 stała się „Gwiazdą Festiwali zagranicznych” każdorazowy występ do trofeum. Jej pierwsza solowa płyta rozeszła się w gigantycznym nakładzie jak na owe czasy, kilkakrotnie wznawiana.



/Tokio 1972 r/

W sumie nagrała 12 płyt długogrających, każda inna, każda znacząca, każda idealnie zaśpiewana, nagrana. Jako jedyna w Polsce dobierała repertuar tak by stanowił jednolitą całość.



/Opole 1972 r/

Jak sama mówi „Na płytach znalazły się tylko bardzo dobre piosenki…”.
Inspiracji muzycznych szukała, za oceanem to tam oglądając Musical „ Evita” postanowiła że, po powrocie do Polski w 1978 roku nagra arie „Don`t cry for me Argentina” z polskim tekstem Bogdana Olewicza.



W kilka lat później nagrała całą płytę z Musicalami po polsku i angielsku.
Jej płyta z 1980 roku została uznana przez krytykę płytą tegoż roku, płyta niezwykła, inspiracją do jej nagrania stał się problem samotności, a piosenki na niej zawarte to kompozycje artystki pod pseudonimem Barbara Bayer, oraz covery piosenek Roda Stewarda czy Donny Summer.
W 1983 roku po prawie rocznej przerwie spowodowanej sytuacja polityczną w Polsce powróciła na scenę płyta „Realia” , a jej występ w Opolu w tym samym roku był owacyjnie przyjęty, zmiana wizerunku w postaci zmiany koloru włosów – stał się momentem w którym Zdzisława Sośnicka potwierdziła, że na polskiej scenie ma jeszcze wiele do pokazania.



/Opole 1983, obok Krzysztof Materna/

Kolejne lata to kolejne płyty, „Aleja Gwiazd”, „Serce” oraz przeboje i występy.
W połowie 1991 roku wycofała się z Estrady – , powracając na chwilę w 1993 roku gdzie dla „Muzycznej jedynki” dała krótki recital z największymi przebojami z ostatnich płyt oraz jedną nową premierową piosenkę „Nikt, nie błądzi sam”.
W 1998 roku wydała swoją jak dotychczas ostatnią płytę pt. „Magia serc”.



Wielki to żal, że artystka od prawie 10 lat milczy. Polski Rynek muzyczny dziś promuje gwiazdki których muzyka przypomina… no właśnie? Aż trudno „to” nazwać.
29.08.2009 roku artystka obchodzi swoje święto, z tej okazji składam:
Najserdeczniejsze życzenia, zdrowia, pomyślności i uśmiechu!!!
Pani Zdzisławo dziękuje za piosenki, za fascynacje muzyką która przyszła dzięki Pani piosenką.
Więcej na:
www.sosnicka.com
www.zdzislawasosnicka.yoyo.pl


Poniżej zamieszczam bardzo interesujący wywiad ze Zdzisława Sośnicką, który ukazuje w jakich trudnych i nie ludzkich czasach śpiewała, występowała. Pokazuje zmagania artysty z ówczesną niereformowalną nomenklaturą.



SYNKOPA nr 83, 1983 rok.



Z piosenkarką rozmawialiśmy ostatnio w 67 albumie KMP, z lutego 1979 roku, a więc prawie dwa lata temu.
W międzyczasie Zdzisława Sośnicka bardzo dużo pracowała nad nowym repertuarem, nagrała chyba najlepszą swoją płytę: podwójny album „Odcienie samotności”, który w ocenie krytyków estradowych zalicza się do najlepszych płyt polskich minionego roku, dużo koncertowała w kraju i za granicą, wcześniej zdobyła I nagrodę na KFPP w Opolu (1979), zmieniła opiekuna estradowego ( Estradę Poznańską, zamieniła na Katowicką), w Tv nagrała dwa świetne recitale…


- Dwa lata temu rozstaliśmy się z członkami KMP, a wiele zaszło w Pani życiu. W kilka miesięcy po naszej ówczesnej rozmowie wystąpiła pani w Opolu i odniosła wielki sukces u jury ( I nagroda za interpretacje „Żegnaj lato na rok”) i u publiczności (owacyjne przyjęcie i wspólne z Panią śpiewanie przeboju tamtego festiwalu). Była to pierwsza Pani nagroda w Opolu. Brakowało jej w pani zestawie nagród festiwalowych, jakimi, chyba nie może poszczycić żadna polska piosenkarka.
To wielka satysfakcja prawda?


Chyba połowiczna. Wydaje mi się bowiem, że już wcześniej miałam piosenki zasługujące na nagrody. W konkursach opolskich śpiewałam ich wiele, choćby – „Dom, który mam”, „Pomyśl o mnie chociaż raz”, „Nie ma drogi dalekiej”,” Mam w ramionach świat”, „To sierpień”, „Nie wiedziałam nic o sobie”.
Żadna nie przypadła do gustu jurorom, choć wszystkie zdobyły ogólne uznanie publiczności. Przyzwyczaiłam się i na żadną nagrodę w 1979 roku nie liczyłam. Po koncercie, nie czekając na werdykt, spokojnie spałam. O nagrodzie dowiedziałam się nazajutrz i bardzo się nią ucieszyłam.


- I mieliśmy przebój na całe ówczesne deszczowe lato. Lecz a propos przebojów: tych do zanucenia przez każdego, miała Pani niewiele. Nowy repertuar spopularyzowany przez radio i telewizję też nie jest „masowo” śpiewany. Jak Pani określa swój repertuar?

Wie pan, nie zastanawiam się nad tym. Nie kwalifikuję mych piosenek na mniej lub bardziej przebojowe. Po prostu jeśli mi się podobają (selekcja jest duża i wnikliwa), to … śpiewam. Reszta zależy od słuchaczy.

-Nowy repertuar znalazł się na Pani nowym albumie „Odcienie samotności”. Jak powstał? Co Pani chciała przede wszystkim powiedzieć, wyrazić, śpiewając piosenki o różnych odmianach samotności – ułożonych w tematyczną jedną całość, a zakończonych czteroczęściowym utworem finałowym „Wołaj, wołaj, wołaj” ?

Bardzo wiele! Któregoś dnia przeczytałam w „Kurierze Polskim” parę listów o samotności. Zastanowiłam się nad nimi, sama nie wiedząc na czym samotność polega. Nie znana mi była samotność ludzi młodych – a tu tymczasem była i niej mowa.
Zaszokowało mnie to mnie to i zainspirowało zarazem do nagrania dwóch pierwszych o tej tematyce „W każdym moim śnie” i „ Nie czekaj mnie w Argentynie”. Inicjatorem nagrania był Bogdan Olewicz, który podsunął mi pomysł płyty „jednorodnej”, właśnie o samotności o różnych jej barwach i odcieniach. Uzbierałam sporo piosenek, zapełniły wiec nie jedną a dwie płyty. Finałowa piosenka „Wołaj, wołaj, wołaj” składa się z czterech części uwertury – odcieni samotności – wołaj, wołaj, wołaj – sygnałów.
Pomysł tekstów Bogdana Olewicza ( muzyka Janusza Piątkowskiego) zrodził się z jego rozważań o kosmosie, bo gdzie człowiek może by bardziej samotny niż w kosmosie.


-Zainteresowania muzyczne pani zmieniają się co jakiś czas…Ostatnio nic się nie zmieniło?

Słucham jazzu i jazz rocka. Zachwycam się nową płytą Bensona „Give me the night”, nagraną z zapisem cyfrowym, a także nową płytą Stevie Wondera oraz „Guilty” Barbary Streisand i Bary Gibba.

-Wspaniali artyści! Sztuka przez duże „S”! A wiadomo nam wszystkim, iż pani ją posiadła. I to w najwyższym stopniu. W czym tkwi Pani zdaniem największa trudność należytego wykonania piosenki? Dobrej oczywiście.

Jednoznacznie odpowiedzieć nie sposób.
W moim np. przypadku: piosenka która mam wykonać, musi mnie przed wszystkim autentycznie zainteresować. Nie można, moim zdaniem, dobrze wykonywać jakiegoś utworu który wykonawcy nie interesuje, lub którego wykonawca nie rozumie.
Ale ja – choć mnie jakaś piosenka bardzo zainteresuje – nie zawsze potrafię ją dobrze wykonać, bo np. nie odpowiada moim warunkom głosowym… Pracuję nad nią szukam interpretacyjnego klucza przy moich predyspozycjach i głosowych i wykonawczych i psychicznych porostu. Szukam tak długo aż znajdę. Utwór musi zagościć „we mnie” żyć we mnie, ja zaś muszę mieć pełną świadomość, muszę być przekonana, że jego ideę doniosę należycie do słuchaczy że, ją potrafię przekazać słuchaczom w nieskażonej formie.


-Wypada mi więc zapytać: jak Pani pracuje nad piosenką?

Różnie w zależności od utworu.
Nad jednym pracuję bardzo krótko, nad innym bardzo długo.
Dlaczego długo – to starałam się odpowiedzieć uprzednio. Po otrzymaniu muzyki od kompozytora, przegrywam ją, zastanawiam się nad nią, konsultuje z autorem, bo prawie nigdy nie przyjmuję utworów gotowych tzn. „zapiętych na ostatni guzik”, choć zdarzają się wyjątki.
Praca nad każdym utworem – to długie dyskusje, sugestie, propozycje. Janusz Piątkowski prowadzi nawet zapis taśmowy naszych rozmów…
Potem powstaje aranżacja, lecz też z marginesem na ewentualne poprawki i uzupełnienia. Po opracowaniu utworu odkładam go na jakiś czas, potem do niego wracam „na świeżo”. Następuje zgrywanie całości. O efekcie końcowym decydują: kompozytor, autor tekstu, aranżer, ekipa nagrywająca w studio, technicy nagrania…


-Lecz Pani nie tylko nagrywa, choć ostatnio była pani nieco rzadszym gościem na polskich estradach.

Na naszych estradach pauzowałam tylko pół roku. Miesiąc śpiewałam w NRD – na 30 koncertach i w kilku programach telewizyjnych, czteromiesięczne tournee odbyłam po Związku Radzieckim z własnymi recitalami, wystąpiłam 70 razy, śpiewałam po polsku a zapowiadałam po rosyjsku, wykonywałam tez trzy piosenki ludowe! „Do siostry przyjaciółki”,„Ballada o żołnierzu”, „Ballada o kolorach”. Mile byłam zaskoczona, że radziecka publiczność zna moje piosenki i serdecznie mnie przyjmuje na koncertach.

-A jak Panią przyjmują gdzie indziej?

Podobnie, Jak prawdziwą artystkę, jak gościa dobrze znanego i lubianego kraju. Stwarzają najlepsze warunki mieszkaniowe, dbają o odpowiednie sale do prób i występów. Wszyscy wtedy mają dla mnie czas, uprzedzają moje potrzeby, a nawet zachcianki. Bo też, te sprawy załatwiają ludzie – prawdziwi fachowcy z estradowej branży, a nie przypadkowi ludzie znudzeni swoją praca. Czuję się wszędzie zagranicą naprawdę wspaniale.

-A w kraju?

Ba!… No, ale rozpoczęłam współpracę z Estradą Katowicką, która zadbała już należycie o materiały reklamujące mnie i o odpowiednią realizację i organizacje moich koncertów. Nareszcie ukazał się mój album płytowy i kilka singli wśród których podwójny albumik Tonpressu. Kiedy zakończyłam „walkę” o poprawienie błędu na kopercie mojej płyty, rozpoczęłam zmagania o honoraria za pracę… Umowa, która mi od roku proponują Polskie Nagrania jest krzywdząca i niesłuszna, więc ja nie podpisuję, odsyłam do poprawki. A oto w nowej wersji umowy znów błędy: brak wpisu aż trzech utworów i znów zaniżona stawka – i to bez żadnego uzasadnienia.
Nie podpisałam tej umowy, zwróciłam ją z odpowiednią adnotacją. Po roku otrzymałam kolejną wersję umowy, lecz …. Z tymi samymi błędami.


-Smutne! Może odwołać się do ministerstwa? Często pani występuje w telewizji, tam zapewne nie ma trudności, stała tam bowiem kadra fachowców, liczne sale prób, pomyłki w umowach wykluczone?

Gdzie pan mieszka?! Telewizja? Angażuje mnie z dnia na dzień. Dziś telefon, jutro nagrania. Pracuje w pośpiechu z reżyserem, choreografem, a nawet z moją krawcową w domu!
Do telewizji wchodzę gotowa, z uśmiechem. Na normalne próby nigdy nie ma czasu.


-Pracuje Pani dużo. Chyba za dużo? I kosztem innych spraw.

Przede wszystkim kosztem zdrowia. Ostatnio byłam tak przemęczona, że musiałam pójść do szpitala! Zrezygnowałam też z życia prywatnego, z kontaktów z przyjaciółmi. Czuję się coraz bardziej wyizolowana z kręgu znajomych. Stale bowiem jestem zajęta. Wyjeżdżam lub przygotowuję się do drogi. Bardzo chciałabym zmienić tryb życia, co nie oznacza, że chciałabym wycofać się z zawodu. Lecz wiem, że zostałam sama, że za jako taką pozycję pozycje na polskiej piosence zapłaciłam bardzo wysoką cenę.


-A przecież mogłaby Pani dośpiewywać do swojego ogromnego repertuaru nowe przebojowe piosenki, a przy obecnym stanie naszego rynku i sytuacji w piosence i tak by tego nikt nie zauważył…

Ale ja bym zauważyła! Boję się stabilizacji i zadowolenia z siebie. To początek końca, w życiu także!

-Osiągnęła Pani właściwie wszystko to o czym marzy większość piosenkarek.

To się tak tylko wydaje.

-Jaką ujrzymy Panią w najbliższym roku?

Mimo wszystko bardziej zrelaksowaną, cieplejszą nie narzekającą, chociaż… wszystko może się zdarzyć. Na pewno nadal będę pracowała ze wszystkich sił i na poziomie, na jaki będzie mnie stać.

-Co konkretnego w planach?

Po występach w USA, chcę nagrać nową płytę długogrającą, do której materiał już zbieram, a nawet nagrałam ( z orkiestra Polskiego Radia i Telewizji w Poznaniu). Może w jednej z nich będę inna niż dotychczas…

-Dziękuje za rozmowę. Czekamy na nowe piosenki.


To co najciekawsze czyli media i „Muzyczny player” większość to nagrania radiowe w związku z czym tylko we fragmencie.
1. Był taki ktoś – 1967 rok
2. Byłam ptakiem – 1973 rok, piosenka również z rep. Ewy Śnieżanki
3. Guantanamera – 1968 rok, piosenka śpiewana po Hiszpańsku
4. Ja za Tobą nie zatęsknię – 1982 rok
5. Kłamiesz – 1967 rok, piosenkę można również usłyszeć na płycie Ireny Santor „Halo Warszawo”
6. Najlepsze chwile są przed nami – wyk. na żywo Koncert Galowy Festiwalu Piosenki Radzieckiej 1975 rok
7. Nie ma jak to czasem – duet wspólnie z siostra Ewą Sośnicką, 1976 rok (Siostry S)
8. Nim weźmiesz mnie w ramiona – pierwsza wersja 1986 rok
9. Odszedłeś – wyk. na żywo Opole 1965 rok.
10. Ostatni raz – 1982 rok
11. Aprez toi – 1973 rok, piosenka śpiewana po Francusku, polski tytuł „Z Tobą być”
12. Uśmiechnąc się – Just help yourself – cover piosenki Toma Jonesa, piosenkę śpiewał również Jerzy Połomski. Piosenka powstała w dwóch wersjach które różnią się aranżacją.
13. Wokaliza z filmu „Chudy i inni” 1967 rok, Komp. muz. Wojciech Kilar
14. Sylwestrowy wywiad ze Zdzisławą Sośnicką, telefoniczna rozmowa redaktorki Polskiego Radia z gwiazdą która przebywała w Australii wspólnie z orkiestrą Zbigniewa Górnego.

To była najgorsza czynność wybrać kilka nagrań, gdzie każde nagranie śpiewane przez Zdzisławę Sośnicką jest genialne… wiec jak wybierac?!



Galeria: Sesja zdjęciowa autorstwa Jacka Sielskiego z Czasopisma Stolica, 1975 rok „Dama z wazonem”











Galeria "Na scenie"










17 komentarzy:

Analogowe ucho. pisze...

Wszystko fajnie ale dlaczego nie ma edycji CD sporej części winylowych płyt???

Analogowe ucho. pisze...

Najlepsza polska piosenkarka? Hmm, jeśli chciałeś napisać dla mnie najlepsza to zgoda ale jeśli to ma być stwierdzenie faktu to teza jest mocno naciągana. Weźmy na ten przykład taką Marylę Rodowicz. Bardziej popularna, więcej przebojów, więcej ciekawych piosenek, bardziej zróżnicowany repertuar.

Ikona popu? Hmmmm dla kogo? Dla starych pryków chyba, no bo nie dla młodych, którzy może ze dwa nagrania znają, w tym jedno gdzie Zdzicha zaśpiewała z hip-hopowcami.

Klasa na scenie? Pomnikowa wręcz ;-) bardzo, że tak powiem, nieruchawa piosenkarka.

Tak sobie myślę, czytając fragmenty o płycie Samotność,co by Zdzicha poczęła gdyby nie Olewicz, no ale... ;-)

Płyta jest bardzo niespójna, repertuar, od utworów z Musicali po "popik" z list przebojów. Rozrzut stylistyczny spory.


A poza tym, dodać muszę, bo ktoś nie daj boże, wysnuć możne wniosek że ja "Zdzichy" nie lubię, Pani Zdzisława boska jest i koniec i kropka.

Analogowe ucho. pisze...

Uszy umyłem i owych emepczy posłuchałem ;-) no w mordę. Słychać że autor ma bardzo ciekawe źródła tych empetrójek. Szkoda że za mojego żywota, nikt, nigdy tego nie wyda.


"Głantanamera" szczególnie mniĘ urzekła. Miód! Nie dałoby się w całości(np na priv) chętnie bym posłuchał całego utworu.

marcin23-s pisze...

Jeszcze musisz wiele poczytac na temat polskiej muzyki.

Analogowe ucho. pisze...

Konkretnie co? bom żądny wiedzy. Pytam poważnie.

Analogowe ucho. pisze...

Ach, przeca, mój błąd. Już się poprawiam, no nie może tak być.

KAPITALNE FOTKI, UNIKALNE. DZIĘKUJĘ!

ps: kurczę blaszka, dlaczego nikt nie komentuje? Nikt nie lubi polskich piosenkarek?

Dlaczego? Pytam się?

Analogowe ucho. pisze...

Wywiad w wersji fonofonicznej, nie tekstowej, położył mnie na łopatki. CUDO!!!!!

Dwa razy wysłuchałem i ciągle mi mało, KAPITALNE, ZJAWISKOWE. BRAK MI SŁÓW.

Analogowe ucho. pisze...

chapeau bas

Marcin pisze...

Zdzisława Sośnicka jest wielką nieobecną polskiej sceny muzycznej. Od lat nie występuje i nie nagrywa, nie pokazuje się w mediach. Cóż, taką drogę wybrała. Życzyłbym sobie jednak żeby chociaż płyty "Aleja gwiazd" i "Serce" doczekały się edycji na CD. W czasach, gdy byle miernota ma wydane płyty w pięciu edycjach, nieobecność na rynku nagrań takich wykonawców jak Zdzisława Sośnicka jest, moim zdaniem, sporym nieporozumieniem.

patos pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
marcin23-s pisze...

Robie, to co lubie :)

mietek pisze...

też uważam że z tą "najlepszą polską piosenkarką" to gruba przesada. ale pierwsza liga na pewno.
moja ciocia-matka chrzestna była do niej podobna. naprawdę. patrzę na te fotki, na niektórych jakbym ciotkę Reginę widział.
pozdrawiam.

marcin23-s pisze...

Dla mnie jest i zawsze będzie najlepsza :)

Arman pisze...

Dla mnie też Sośnicka to wielka gwiazda naszej estrady, w latach 70 i 80 dała nam wiele wspaniałych przebojów. W latach 90 niestety się nie odnalazła...
W tym roku mija 40 lat od premiery piosenki "Dom który mam" bardzo ważnej w jej karierze, z tej okazji przydał by się jakiś koncert dla wiernych fanów ale to mało realne.

micked pisze...

Porównanie z Marylą Rodowicz jest dość zabawne. Może z punktu widzenia liczby nagranych płyt można to robić, ale co do umiejętności wokalnych i kultury muzycznej Zdzisława Sośnicka, to zupełnie inna półka. Absolwentka dyrygentury chóralnej w poznańskiej PWSM u prof. Stefana Stuligrosza, wyjątkowy głos o dwupółoktawowej skali. Pani Maryli, której piosenki notabene lubię, Akademia Wychowania Fizycznego nie mogła dać takiego "backgroundu"...

Zbyszek F. pisze...

Sośnicka to piosenkarka kompletna. Dziś listonosz przyniósł mi wynyla 'Odcienie samotności' - imponujące, bogate, mądre muzykowanie. Straszne jest to, jak bardzo odmienne to od dzisiejszych standardów muzyki pop.

Antoni Langenfeld pisze...

No i jest , po latach oczekiwania nowa płyta! Piosenka promująca - "Tańcz, choćby płonął świat " - jak dla mnie rewelacyjna!