niedziela, 20 września 2009

Krystyna Prońko



Jestem przekonany, że każdy po usłyszeniu 3 sekund śpiewu Krystyny Prońko rozpozna Ją…
Krystyna Prońko należy do grona najwybitniejszych polskich piosenkarek, artystka niepokorna, wszechstronnie uzdolniona, obdarzona charakterystyczną barwą głosu. Dziś na polskiej scenie nie ma artysty który mógłby ją zastąpić.
Z zadziwiającą swobodą operuje głosem, mając jednocześnie rzadko spotykany talent.
Śpiewała i dalej śpiewa prawie wszystko : od muzyki soul poczynając, poprzez rocka, bluesa aż na jazzie kończąc.
Krystyna Prońko należy bez wątpienia do tych nielicznych wokalistów z zakresu muzyki rozrywkowej, którzy wierzą nie tylko we własny talent i instynkt, doświadczenie nabyte z czasem, prace na estradzie, ale także szukają nowych środków poprzez kształcenie własnych możliwości wokalnych, poprzez naukę.
Debiutowała w 1970 roku śpiewając w grupie „Respekt” piosenkami „ Cały maj” oraz „Daleko przed siebie”. By w parę miesięcy później znaleźć się w chórkach Czesława Niemena.



Rok 1973 stał się solowym debiutem piosenkarki, otrzymała wówczas I nagrodę za piosenkę pt. „Po co Ci to chłopcze” na KFPP w Opolu. W tym samym roku podjęła naukę na Akademii Muzycznej w Katowicach.



W roku 1975 roku kolejny raz otrzymała I nagrodę na KFPP w Opolu za piosenkę „Niech moje serce kołysze cię do snu”, rok ten stał się również debiutem płytowym piosenkarki, nakładem firmy Pronit ukazała się płyta Krystyny Prońko.
W 1980 roku wystąpiła w musicalu „Kolęda nocka”, gdzie wykonywała piosenki skomponowane przez Wojciecha Trzcińskiego do słów Ernesta Brylla.
Piosenki z tego musicalu do dziś są chętnie słuchane i uznawane za klasykę.



Współpraca z Wojciechem Trzcinskim zaowocowała płytą pt. „1980” do dziś uznawaną za najlepsza płytę w polskiej fonografii.



W 1983 roku ukazała się czwarta płyta wokalistki na której znajdował się jej największy przebój pod tyt. „Jesteś lekiem na całe zło”.
Obecnie wokalistka dalej koncertuje, w 2006 roku wydała nową płytę.
W celu zapoznania się z dyskografią oraz szerszym opisem biogramu zapraszam na oficjalna stronę artystki:
www.krystynapronko.pl

Poniżej zapraszam do przeczytania wywiadu z artystką który ukazał się na łamach czasopisma „Stolica”.



„Jesteś lekiem na całe zło” /Informator Kulturalny Stolicy/ Warszawa, 14.07.1985 rok.

Dwa miesiące trwały próby dotarcia do popularnej piosenkarki Krystyny Prońko. W żadnej sali kameralnej nie wystąpiła co najmniej od czterech miesięcy. Domysły zaprzątały głowę sympatyków tej solistki. Jedni twierdzili ze przyczyną ciszy są narodziny dziecka, drudzy, że wyjazd w rodzinne strony Jakże inna okazała się rzeczywistość.

-Nie mam jeszcze ani męża, ani dziecka. Cztery ostanie miesiące pracowałam na promie pływającym między Oslo w Norwegii i Kilem w RFN, a tuż po powrocie wyruszyłam w trasę po Polsce. Teraz będę kilka dni w Warszawie i ponownie wyjeżdżam na koncerty.

-Kiedy więc usłyszymy Panią w Warszawie ponownie?

-Już wkrótce. Dwa razy w miesiącu będę miała recitale w Piwnicy na Wójtowskiej. Na początek wystąpię ze znanym już repertuarem. Jednocześnie przygotowuje nowy program.

-Jeśli Pani pozwoli wróćmy do czteromiesięcznego pobytu na promie. Jaki repertuar śpiewała tam Pani?

-Mówiąc wprost – było to śpiewanie do tańca, czyli repertuar który ludzie znają i lubią. Wszystko oczywiście w języku angielskim. Często jednak publiczność nie chciała tańczyć, tyko prosiła o koncert. Z jednej strony to miłe, ale ze względu na nieodpowiednie warunki było bardzo ciężko. Tym bardziej ze śpiewaniem codziennie.

-Czy śpiewała Pani także jedną z najbardziej popularnych swoich piosenek „Jesteś lekiem na całe zło” ?

-Nie, nie śpiewałam w ogóle polskiego repertuaru.

-Znajdowała pani czas na odpoczynek?

-Niewiele. Ciągle musiałam uzupełniać repertuar o nowe piosenki, a następnie opracowywać je. Tempo pracy tam jest błyskawiczne. W wolnych chwilach uczyłam się języka angielskiego.

-To był pierwszy Pani wyjazd tego typu?

-Pierwszy raz wyjechałam przed trzema laty. I przyznam chętnie, że jeszcze raz wyjadę w taka trasę. Praca ta wymaga innego podejścia. Były dni, że miałam dość takiego śpiewania, następnego wieczora słuchacze potrafili wynagrodzić to wszystko.

-Wielu odbiorców określa Panią jako piosenkarkę jazzową. Czy zgadza się pani z taka opinią?

-Jeśli mnie tak określają, to bardzo proszę. Nie mam nic przeciwko temu. Ja sama nie chcę się określać. Myślę, że nie jest to potrzebne.

-Skąd wziął się pomysł na śpiewanie?

-Lubię to robić. Uświadomiłam to sobie po dłuższym czasie, a wcześniej kierowała mną intuicja.

-Pani piosenki są ambitne, trudne. Czy sama Pani dobiera repertuar?

-Tak, zarówno tekst, jak i muzykę. Czasami sama komponuję. Tak dobieram repertuar aby był dla mnie.

-Posiada Pani wyższe wykształcenie muzyczne. W jakim stopniu pomaga to w pracy piosenkarki?

-Jestem absolwentką Akademii Muzycznej w Katowicach. Decyzje rozpoczęcia studiów wyższych podjęłam dopiero po występie w Opolu w roku 1973. Uważam, że lepiej mieć takie wykształcenie jest ono pomocne w dalszej pracy zawodowej.


-Jak Pani łączyła stadia i pracę?

-Różnie, czasem było trudno ale poradziłam sobie.

-Po skończeniu studiów ma Pani kontakt z uczelnią?

-Tak mam, Zaproponowano mi pracę pedagogiczną. Przez dwa lata godziłam ją z wyjazdami, ale przychodziło mi to coraz trudniej. Chwilo zrezygnowałam z działalności nauczycielskiej.


-Kiedy więc zamierza pani do niej wrócić?

-Jak przestanę śpiewać – to oczywiście żart. Myślę, że wtedy gdy znajdę na to więcej czasu.

-Jakiego typu piosenki lubi Pani śpiewać?

-Nie umiem na to odpowiedzieć. Z racji tego, że sama śpiewam mam już spaczone spojrzenie. Kiedy odpoczywam lubię słuchać muzyki poważnej.

-Czy są chwile, że chciałaby Pani zmienić zawód?

-Zdarzają się.

-I co wtedy?

-Być może byłabym chemikiem, nauczycielem? Ale teraz chętnie śpiewam.

-Jak Pani odpoczywa?

-Siadam w fotelu i siedzę, bądź idę na spacer. Po prostu nic nie robię.

-A podczas urlopu?

-Nie pamiętam już prawdziwego urlopu. Marze od dawna o wyjeździe w Bieszczady i spędzeniu tam co najmniej dwóch tygodni. Bardzo lubię długie wędrówki. Zostało mi to jeszcze ze szkoły średniej. Miałam nauczycielkę matematyki, która ciągle zabierała nas w góry.

-Czy zamiłowanie do zmiany miejsca zamieszkania leży w pani naturze?

-To nie tak. Choć prawdą jest, że nie potrafię długo usiedzieć w jednym miejscu. Ciągle siedzę na walizkach.

-Czy to jest przyczyną, że nie założyła Pani rodziny?

-…..

-Widzę, że sama pani maluje szafkę. Czy lubi Pani tego typu zajęcia?

-Nie mam innego wyjścia. Trzeba pomalować, wiec maluje. Jest to dla mnie doskonały relaks.

-A inne sposoby relaksu?

-Przede wszystkim robienie swetrów na drutach. Mam takie zapasy wełny, że wystarczą one co najmniej na 5 lat. Jeśli jakaś wełna podoba mi się to kupuję ją. Mam już wtedy wizję swetra i próbuje potem realizować to.
Innym razem zobaczę wzór w żurnalu i najczęściej wzbogacam, bądź zubożam go o własne pomysły. Efekty końcowe są bardzo różne.


-Czy kostiumy, w których Pani występuje na koncertach to też Pani pomysły i realizacja?

-Ostatnio nie, najchętniej ubieram się w czarne suknie. Zwykle korzystam z pomocy Pań, które zajmują się tym zawodowo.

-W jakich salach najchętniej Pani występuje?

-Jeśli śpiewam z zespołem to w dużych salach koncertowych, natomiast jeśli tylko z pianistą – to w typowo kameralnych warunkach.

-Jaka publiczność przychodzi na Pani koncerty?

-Bardzo różna, od pewnego czasu zauważam większe zainteresowanie i młodzieży i bardzo mnie to cieszy. Oczywiście ocena publiczności jest dla mnie zawsze ważna, ale mam świadomość, że należy ona przede wszystkim ode mnie, od tego ile wkładam w koncert . I nie ważne jest, że występuje w Warszawie czy Gorzowie.

-Czy jeździ pani w trasy samochodem?

-Nie mam aż tyle benzyny. A żałuję bo lubię jeździć. Choć od niedawna prowadzę samochód – to ostrzeżenie dla innych kierowców.

-Wykonując ten zawód zostaje Pani niewiele czasu na kino, teatr, życie towarzyskie…

-I ubolewam nad tym. Mam wielkie zaległości we wszystkich tych dziedzinach. Dwie pierwsze próbuje nadrobić lekturą. Z największą przyjemnością czytam książki biograficzne i popularno naukowe. Wielu ludzi ma tez do mnie pretensje, że nie spotykam się z nimi, ale nie potrafię im powiedzieć, kiedy mam to robić. Jak mam czas to zapraszam znajomych i gotuje obiad lub kolacje. Bardzo lubię gotować jeśli mam z czego.

-Czy popularność przeszkadza w życiu prywatnym?

-Często pomaga przy załatwianiu różnych spraw, bywa że bardzo mnie irytuje to ciągłe „podglądanie” na ulicy. Największą przyjemność mam wtedy gdy ludzie mnie nie rozpoznają.

-Którą, że swoich piosenek lubi Pani najbardziej?

-Prawie wszystkie lubię, bo śpiewam to co lubię.

-Czy często sąsiedzi protestują gdy Pani zasiada przy pianinie?

-Tylko raz i wtedy przy pianinie siedział Rysiek Szeremeta i uderzał w podłogę drewniakiem, a ja nigdy nie chodzę w domu w takim obuwiu.

-Po długim pobycie zagranicą słuchacze stęsknili się już za nowym repertuarem, płytą, koncertami. Kiedy ich marzenia się spełnią?

-Jak już wcześniej wspomniałam, już wkrótce wystąpię na Wójtowskiej. Mam pomysły na trzy nowe płyty, ale na ich realizacje przyjdzie nam poczekać jakiś czas.
Jesienią ukaże się płyta z kolędami – to mogę zapewnić. Również trwają nagrania radiowe moich nowych piosenek. Z pewnością w najbliższym czasie nie będę próżnować.


-Czy ze wszystkimi sprawami organizacyjnymi radzi sobie Pani sama?

-Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mam impresaria. To osoba, z którą mogę wszystko ustalić i powierzyć część spraw. Ta pomoc odbywa się na zasadach przyjacielskich. Dla mnie jest to bardzo pomocne i ubolewam, że u nas ten zwód nie istnieje.

-Plany na najbliższy miesiąc?

-Przede wszystkim gruntowne porządki domowe, odrobienie zaległości teatralnych, i wyjazdy na koncerty do Czechosłowacji i Bułgarii.

-A po powrocie?

-Być może wyjazd na warsztaty muzyczne. Nie znam jednak bliższych szczegółów. Postaram się znaleźć na to czas, bo bardzo lubię pracę z młodzieżą i z chęcią poświęcam na to kilka dni. Ale to dopiero czas pokaże ile z tego zrealizuje.



Dzisiejszy Player to - piosenki które można posłuchać pochodzą z dwóch moich ulubionych płyt Pani Krystyny a mianowicie „1980” oraz „Subtelna gra”.

1. Specjalne okazje – 1980 rok
2. Wielka zima – 1980 rok
3. Poranne łzy – 1980 rok
4. Na wyspach dni – 1980 rok
5. Jutro zaczyna się tu sezon – 1980 rok
6. Byłeś, będziesz, jesteś Mój – 1987 rok
7. Ta melancholia – 1987 rok
8. Subtelna gra – 1987 rok
9. Żal mądrych słów – 1987 rok
10. Czekam na cud – 1987 rok
11. Byle do brzegu – 1987 rok

Galeria







niedziela, 6 września 2009

Marie Rottrová - Lady Soul

Dziś mija rok od momentu pierwszego wpisu na bloga. Nie przypuszczałem, że blog będzie miał jakiekolwiek zainteresowanie. Zaskoczyła mnie ilość prywatnych wiadomości od osób gratulujących pomysłu, a zarazem pytających , proszących itd.
Dziękuje wszystkim komentującym, czytającym, zaglądającym, jednocześnie prosząc o więcej…


ZAPRASZAM DO LEKTURY!



Czeska piosenka, jak już napisałem prezentując sylwetkę Hany Zagorovej na dobre zagościła na blogu. Dziś kolejna gwiazda, kolejna sylwetka nieprzeciętnej artystki, artystki okrzykniętej mianem Lady Soul.
Obdarzona - ciepłym, lekko zachrypniętym głosem oraz niezwykłą muzykalnością, na czeskiej scenie muzycznej obecna nieprzerwanie ponad 40 lat. W swojej twórczości często inspiracji szukała na zachodzie ale również w Polsce, wykonując piosenki Maryli Rodowicz, Czesława Niemena – nadając im nowe brzmienie, nową inną interpretacje.



/plakat z lat 70 - tych/

Urodziła się 13 listopada 1941 r. w Ostrawie.
Pochodzi z muzykującej rodziny: matka była śpiewaczką operową a ojciec organistą. Od młodości uczyła się gry na pianinie – ma za sobą lata nauki w ostrawskiej szkole muzycznej, śpiewała również w szkolnym chórze.
Ukończyła też kurs śpiewaków muzyki popularnej w Ostrawie.
W 1960 roku wzięła udział w przeglądzie młodych talentów, gdzie zajęła IV miejsce, i została zauważona przez orkiestrę Gustawa Broma. Wkrótce otrzymała zaproszenie do czechosłowackiej telewizji, gdzie wykonała utwór Jana Hammera (tego samego, który lata później zasłynął tematem do serialu „Miami Vice”) i Jaromira Horcy, „Rozmarne stvoreni”.



Przez znaczną część swojej kariery (aż do połowy lat osiemdziesiątych) Rottrova postanowiła pozostać w rodzinnej Ostrawie i nie przeprowadzała się do Pragi.
W swym rodzinnym mieście występowała z zespołem Frantiska Trnky oraz z zespołami Oktet, Samuel i Majestic.
Pierwsze nagrania zarejestrowała z zespołem Flamingo (później przemianowanym na Plamenaci, z nimi także rozpoczynała swą karierę Hana Zagorova).
Od 1969 miała status stałego członka grupy. Występowała z Petrem Nemcem (wykonując głównie soulowy repertuar) oraz z Haną Zagorovą. Trio Rottrova – Nemec Zagorova zwróciło na siebie uwagę dzięki występowi w praskiej Lucernie w 1968 roku.



Pierwszym dużym przebojem Marie Rottrovej była piosenka „Kun bily”, znana u nas jako „Ballada wagonowa” z repertuaru Maryli Rodowicz. Z repertuaru naszej rodaczki Rottrova zaczerpnęła także utwór „Marketka”, czyli popularną „Małgośkę”.
Pierwszy album Marie Rottrovej, nagrany z grupą Flamingo i z towarzyszeniem Petra Nemca, ukazał się na rynku w 1970 roku. Miał tytuł „Flamengo” a w anglojęzycznej wersji eksportowej – „This Is Our Soul”.
Wkrótce Marie Rottrova nawiązała współpracę z najlepszymi orkiestrami tamtego okresu, jak również ze znakomitymi autorami tekstów: Jiriną Fikejzovą, Jaroslavem Wykrentem czy znanym także w Polsce Jaromirem Nohavicą.



Marie Rottrova sama komponuje i pisze teksty niektórych swoich utworów. Stworzyła przy okazji swych licznych występów image kobiety atrakcyjnej, pogodnej i pewnej siebie. Wraz z popularnością koncertów artystki wzrosło zainteresowanie nią ze strony telewizji (często występowała w studiu TV Ostrava).
W 1981 Marie Rottrova wystąpiła w musicalu „Neberte nám princeznú” wraz z Mariką Gombitową i Miroslavem Zbirką. Płyta ze ścieżką dźwiękową z filmu cieszyła się wielkim powodzeniem. Marie Rottrova doczekała się też własnego programu telewizyjnego „Divadélko pod věží,” (Teatrzyk pod wieżą) – podczas 22 odcinków wyemitowanych w latach 1981-1987 piosenkarka gościła wiele znakomitości ze świata kultury i sztuki, z którymi nierzadko wspólnie występowała (fragmenty można obejrzeć na wydanym niedawno DVD „Tisic tvari lasky”).



Pod koniec lat osiemdziesiątych w związku z przemianami politycznymi a także problemami zdrowotnymi kariera Marie Rottrovej uległa załamaniu.
Od 1985 artystka mieszka w Pradze, od czasu drugiego małżeństwa również często przebywa w Niemczech. Z pierwszego małżeństwa ma dwóch synów; obaj są kompozytorami.



Wielki powrót na scenę Marie Rottrovej nastąpił w roku 2001 z wydaniem platynowego albumu „Podivej” (Popatrz), przygotowanego we współpracy z m.in. zespołem folkowym Nerez. Muzycy grupy Nerez, poza rozwijaniem własnej kariery, często towarzyszą Rottrovej jako jej zespół w trasie. Poza tym artystka występuje również często ze starymi znajomymi z początków kariery, czyli zespołem Flamingo i Petrem Nemcem. Dużym powodzeniem cieszą się także dawane przez nią regularnie występy świąteczne z zespołem Septet. Od połowy lat dziewięćdziesiątych XX w. nazwisko Marie Rottrovej znajduje się w pierwszej dwudziestce popularnej czeskiej ankiety muzycznej „Czeski słowik”.



Marie Rottrova, prócz piosenek pisanych specjalnie dla niej, ma w repertuarze wiele przeróbek utworów, oryginalnie wykonywanych przez artystów, należących do różnych światów muzycznych: Chicago, Jackson 5, Dalidy, wspomnianej wyżej Maryli Rodowicz, Stevie Wondera czy nawet Black Sabbath. Podczas całej swej kariery Marie Rottrova nagrała blisko dwadzieścia albumów z premierowym materiałem, ukazały się też liczne składanki z przebojami artystki, ja i również DVD – zawierające materiał z jej telewizyjnych występów.



W celu zapoznania się z pełną dyskografią zapraszam na oficjalną stronę artystki
www.marierottrova.cz



Player - zawiera jej repertuar z różnego okresu od fascynacji soulem do typowego popu lat 80 – tych.





Plakaty artyski lata 80 - te







Moja kolekcja: